wtorek, 20 sierpnia 2013

Larry Story - Part 3

* Liam's POV *

Dzisiaj w końcu spotkam się z Danielle. Nie widziałem jej od ponad miesiąca, bo wyjechała do Paryża na jakieś kursy. Strasznie się za nią stęskniłem. Wziąłem urlop w pracy no i lecę!
Samochód zatrzymał się przed olbrzymim budynkiem, z tyłu można było dostrzec 'ogony' najwyższych samolotów. Taksówkarz pomógł mi wyjąć walizkę z bagażnika, zapłaciłem mu i ruszyłem w stronę wejścia. Na szczęście nie musiałem ustawić się w kolejce do oddania bagażu, bo mam wejście VIP. Spojrzałem na zegarek i okazało się, że mam jeszcze trzy godziny do odlotu więc mogę pozwolić sobie na kawę. Usiadłem w najprzyjemniej wyglądającej kawiarni i przejrzałem Menu. Kiedy odłożyłem je z powrotem na stolik, w oddali zobaczyłem jakby znajomą mi osobę. Chwilę zajęło mi zanim skojarzyłem kto to jest. Szybko wstałem potrącając kelnerkę, która chciała przyjąć ode mnie zamówienie. Przeprosiłem kobietę i szybkim krokiem ruszyłem za oddalającą się postacią. Kiedy chłopak zatrzymał się, ja zrobiłem to samo. Czułem się jak w filmie o detektywach. Schowałem się za reklamą, a potem przeszedłem za pobliską ścianę. Pomyślałem, że zachowuję się jak jakiś psychicznie chory, przecież on mnie i tak nie pozna. Wyszedłem z ukrycia i usiadłem na ławce obok okienka, w którym coś dowiadywał się mój 'znajomy'.
- Ale jak to nie mogę kupić biletu?! - usłyszałem. - Przecież mam pieniądze!
- Jest pan nieletni. - tym razem odezwała się kobieta za szybą.
- No to co z tego?! Chcę kupić bilet! - postanowiłem zareagować.
- O co chodzi? - spytałem podchodząc do nastolatka.
- Nie twoja sprawa. - wycedził zdenerwowany.
- Chcę pomóc.
- A ja chcę kupić bilet! - odciągnąłem go od okienka i kazałem usiąść obok mnie.
- Chcę. Ci. Pomóc. - dokładnie zaakcentowałem każdy wyraz. - Jak masz na imię? Wytłumacz mi o co chodzi.
- Harry. - przedstawił się. - Ta babka nie chce mi sprzedać biletu! A mam pieniądze.
- Słuchaj Harry. Tobie nie sprzeda bo jesteś za młody. Przyjdź z rodzicami.
- Mhmmm... Ciekawe.
- Dobra, opowiedz mi wszystko. - poprosiłem ale wątpiłem, że to zrobi.
- Moi rodzice... - po chwili wiedziałem o nim już wszystko. Otworzył się przede mną! To niesamowite. Zaufał mi...

* Harry's POV *

Powiedziałem temu facetowi wszystko co leżało mi na sercu. Nie wiem dlaczego to zrobiłem... On powiedział, że mi pomoże ale przecież ja nie potrzebuję żadnej pomocy!
- Dobrze Harry, chodź ze mną. - usłyszałem i podążyłem za mężczyzną. Usiedliśmy w kawiarni, w której najwyraźniej jeszcze przed chwilą był, bo stały tam jego bagaże. Zdjąłem swój ciężki plecak i postawiłem go obok krzesła.
- Nawet ci się nie przedstawiłem. - uśmiechnął się. - Liam Payne.
- Tak wiem, pan pracuje w telewizji.
- Dokładnie. Ale proszę cię, mów mi po imieniu. - zaproponował. - Co ci zamówić?
- Wodę proszę.
- Tylko tyle? - spytał na co ja tylko pokiwałem głową. - Muszę z tobą porozmawiać. - zaczął kiedy otrzymaliśmy swoje napoje. - Jak już wcześniej mówiłem, chcę ci pomóc.
- Ale ja nie potrzebuję...
- Potrzebujesz. - przerwał mi i kontynuował dalej. - Pojedziesz do siostry. Kupię ci bilet i polecę razem z tobą. Nawet dzisiaj. Tylko musisz się zgodzić na jedną rzecz.
- Tak?
- Zgłosisz się na policję i powiesz im to samo co powiedziałeś mnie.
- Nie! Wtedy mnie odeślą do domu dziecka! - odezwałem się głośno i uderzyłem dłonią w blat.
- Poczekaj. - starał się mnie uspokoić. - Załatwię wszystko tak, żebyś trafił do jakiejś rodziny.
- No właśnie, 'jakiejś'. - zaakcentowałem ostatnie słowo.
- Dobra przemyślisz to. - odparł. - Ale i tak chcę, żebyś spotkał się z siostrą. Tylko musisz powiadomić rodziców, że wyjeżdżasz.
- Mamy telefon domowy ale i tak pewnie nikt nie odbierze.
- Masz. - podał mi swoją komórkę. - Spróbuj chociaż. - o dziwo mama odebrała. Powiedziałem jej tylko, że lecę do Gem, a ona nawet się nie dopytywała szczegółów. Po chwili rozłączyła się, a ja oddałem telefon właścicielowi.
- To co, idziemy po bilety? - spytał radośnie, a ja też pierwszy raz dzisiaj uśmiechnąłem się.

* Liam's POV *

Fajnie było zobaczyć uśmiech na jego twarzy. Postanowiłem zaryzykować i zabrać go do Polski. Zupełnie zapomniałem o jego szkole. No trudno, chyba nic się nie stanie jak kilka dni do niej nie pójdzie.
W samolocie dowiedziałem się o nim jeszcze trochę rzeczy. Między innymi, że niedawno założył własny zespół, ma przyjaciela Nialla, a jego siostra ma na imię Gemma i w Polsce znalazła lepszą pracę. Chłopak jest strasznie miły i zabawny, bardzo go polubiłem.
Przypomniałem sobie, że przecież miałem zupełnie inne plany! Kiedy wylądowaliśmy, zadzwoniłem do Dan i wytłumaczyłem jej sytuację. Na szczęście zrozumiała. Obiecałem jej, że postaram się wziąć jeszcze kilka dni urlopu i ją odwiedzę.
Kiedy odebraliśmy swoje bagaże, powstał pewien problem, bo Harry nie wie, gdzie Gemma mieszka. Zadzwonił do niej ale nie odbierała telefonu. Nie mieliśmy się gdzie podziać. Chciałem dowiedzieć się od kobiety w kiosku,którym pociągiem albo autobusem dojedziemy do centrum, ale nie mówiła po angielsku. Co to za kraj?! Na szczęście mężczyzna, który stał za nami w kolejce, wytłumaczył mi coś choć i tak zrozumiałem nie wiele. Wsiedliśmy do wskazanego pociągu i wysiedliśmy na stacji, na której wysiadało najwięcej osób. Gdy wyszliśmy z budynku, naszym oczom ukazała się ogromna wieża i dookoła kilka wieżowców. No nie jest to to samo co Londyn, ale nie jest źle. Skierowaliśmy się w stronę dużego budynku z takim dziwnym przeszklonym dachem. Kiedy do niego weszliśmy okazało się, że to centrum handlowe. Chłopak kilka razy dzwonił do siostry ale na marne. Nic dziewnego, było dopiero południe więc pewnie jest w pracy. Udaliśmy się do McDonald'sa i obydwoje wciągnęliśmy po dwa Big Mac'i. Sprawdziłem na internecie co tu jest ciekawego do zobaczenia, ale nic nie znalazłem więc postanowiliśmy tu zostać. Po kilku godzinach byliśmy już nieźle zmęczeni chodzeniem po sklepach. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, dwóch facetów wchodzących do damskiego butiku. No ale nic nie poradzę na to, że spodnie na wystawie wyglądały na męskie!
Harry znowu spróbował dodzwonić się do dziewczyny i tym razem w końcu odebrała. Była nieźle zdziwiona tym, że brat przyleciał do niej, ale w to, że jest ze mną to już nie mogła uwierzyć. Wcale się jej nie dziwię. W każdym razie podała mu adres i okazało się, że mieszka całkiem niedaleko. Szliśmy jakieś dwadzieścia minut, bo kilka razy źle skręciliśmy. Mapa w tym przypadku okazała się niezbędna. Przez całą drogę opowiadaliśmy sobie kawały. Znamy się od kilku godzin, a zachowujemy się już jak przyjaciele. To takie... trochę dziwne.
Kiedy Gem nas zobaczyła to mało zawału nie dostała. Coś tam Harry'ego ochrzaniła, że do niej przyjechał i jeszcze mnie zaciągnął ale potem się ogarnęła i go przytuliła. Strasznie słodkie to było. Wtedy wiedziałem, że dobrze zrobiłem przylatując tu z nim. Dziewczyna mieszkała w wynajętym pokoju w mieszkaniu jakiejś koleżanki, której akurat nie było więc mogliśmy u niej przenocować. Zrobiła nam kolację i gorącą herbatę. Tu w Polsce jest jeszcze chłodniej niż w Londynie! Po tak długim dniu usnąłem od razu, ale z tego co jeszcze słyszałem, to Harry i Gemma rozmawiali jeszcze pół nocy. Jestem na prawdę szczęśliwy i dumny z siebie, że przyczyniłem się do uśmiechu na twarzy tego chłopaka.






Osobiście uważam że mi się nie udał :(
Zespsuł mi się komputer ale w weekend powinien już być z powrotem :) dopiero wtedy będzie kolejna część bo na telefonie ciężko się pisze.
kisses ;*** 

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział, nie mogę się już doczekać następnego *.* kocham to co piszesz

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Szczerze? Żałuję, że to Liam z nim pojechał, a nie Lou. No ale na pewno masz wszystko zaplanowane i w końcu go jakoś wkręcisz w to opowiadanie. Całusy xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Ci coś szczerze powiem ;) Louis tak bardziej pojawi się za jakieś dwa rozdziały ;)a tak bardziej bardziej xD za jakieś 5-6 rozdziałów ;)

      Usuń